Zachorowań na grypę przybywa, a statystyki w wielu regionach Polski świecą się na czerwono. Choć dla niektórych osób to wciąż "zwykła infekcja sezonowa", lekarze alarmują: prawdziwym problemem nie jest sam wirus, ale coś innego. — I tu nie chodzi o samą grypę, bo grypa była, jest i będzie, tylko o liczbę dostępnych miejsc w szpitalach — tak w rozmowie z "Faktem" mówi prof. Krzysztof Simon, specjalista chorób zakaźnych w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym im. Gromkowskiego we Wrocławiu.
Prof. Simon nie ma wątpliwości. — Przy takiej pogodzie, jaką mamy: raz zimno, raz ciepło, przypadków grypy przybywa. Ale największym problemem nie jest sama grypa, tylko liczba miejsc w szpitalach.
Przecież można wstawić łóżka na zlikwidowanych porodówkach.
Super pomysł!
OdpowiedzUsuńNiby tak, ale czy mamy tyle lozek ?
UsuńWirus grypy jest bardzo zaraźliwy, ale i podstępny; zanim da objawy już zdoła tak się rozprzestrzenić, że mamy epidemię.
OdpowiedzUsuńMnie też zarażono tym wirusem, ale do szpitala się nie wybieram;O! ,
pozdrawiam Aisab muszę się podpisać bo wredny google nie chce mnie dopuścić do zalogowania się.
Na grype podobno najlepiej jest wysmarowac sie butelka, a zawartosc wypic.
Usuń